Rozdział 1
Do trzynastego roku życia myślałam, że jestem zwykłym dzieckiem, lecz tak nie było. Dzień po moich urodzinach rodzice oświadczyli mi, że ten rok szkolny będzie moim ostatnim rokiem w tej szkole. Mogę sobie wyrządzić wspaniałą imprezę pożegnalną z przyjaciółmi. Dostaniemy wszystko co będizmey chcieli. Oprócz alkoholu oczywiście. Nie chcieli mi dokładnie powiedzieć gdzie pojadę i co to za miejsce. Mówili tylko szkoła z internatem. Wspaniała szkoła. Wiele mnie nauczy. Nie przejmowałam się tym zbytnio. Lecz im bliżej końca roku szkolnego tym bardziej się denerwowałam. Dzień po zakończeniu szkoły była wielka impreza. Oczywiście, że był alkohol, przemycony i ukryty. Oczywiście, że były papierosy i inne używki lecz im ładnie podziękowałam, alko mi wystarczy. Impreza przedłużyła się na trzy dniową pożegnalną imprezkę. Tak więc we wtorek rano dopiero wróciłam do domu. Spakowałam torby i przygotowałam się na wyjazd na obóz. Ostatni obóz z moją klasą, z moimi przyjaciółmi. Nie było nas trzy tygodnie i to były najwspanialsze trzy tygodnie mojego życia. Ostatni tydzień lipca spędziłam z rodzicami nad jeziorem na wspólnych wczasach. A pierwszego sierpnia wyruszyliśmy do mojej nowej szkoły. Miesiąc wcześniej by móc się zapoznać z innymi uczniami. Całą drogę rodzice nie chcieli nic powiedzieć. Co to za szkoła ani dlaczego mnie tu wysyłają. W końcu zatrzymaliśmy się pod wielką złotą bramą. Mama wysiadła z auta i podeszła do strażników stojących przy bramie. Ci gdy ją ujrzeli rozpromienili się. Przez uchylone okno usłyszałam ich rozmowę.
-Lucilda. To naprawdę ty?
-Tak.
-Dawno Cię nie widzieliśmy. Nie odzywałaś się. Coś się stało?
-Wiesz dobrze, postanowiliśmy się wycofać.
-Frankie też jest? - Spytał jeden z nich i obaj spojrzeli w stronę auta. Tata uniósł rękę na powitanie. -To twoja córka? - Zapytał gdy spostrzegł mnie.
-Tak. Amber.
-Czyli to już trzynaście lat minęło? Szybko czas zleciał.
-Tak. Chciałabym by to jeszcze mogło zaczekać ale niestety nie możemy. Raz złożone śluby są święte. Gdybyśmy z nią nie przyjechali za tydzień wysłali by posłannika. Jak po mnie. Rodzice nie chcieli mnie puścić.
-Tak. Dlatego ja nie chce mieć dzieci. Nie chce by spotkało ich to co nas.
-Tato czy wy chcecie się mnie pozbyć?
-Nie. Skąd taki pomysł?
-To o co tu chodzi?
-Za chwile się dowiesz. I zamknij okno. Nie podsłuchuj mamy.
-Ale ... - W tej chwili drzwi się otworzyły i mama wsiadła do samochodu. Chwilę później masywna brama zaczęła się rozsuwać i wjechaliśmy na teren. Przejechaliśmy przez długą ścieżkę skrytą tunelem drzew. A później ukazała się wielka fontanna. Na parkingu stało wiele samochodów. Tata zaparkował na jednym z wolnych miejsc. Wysiadłam z auta z lekkim przestrachem.
-Lucilda. Frank. Jak miło was widzieć.
-Alison. Zostałaś mentorką? - Zapytał tata.
-Dyrektorką. Mama przeszła na zasłużony odpoczynek.
-Powiecie mi w końcu co tu się dzieje? - Zapytałam.
-Zapraszam do środka tam ci wszystko zostanie wytłumaczone. - Duże marmurowe białe schody prowadziły do ogromnych mosiężnych dwuskrzydłowych drzwi, które w tej chwili były otwarte na oścież. Na schodach jak i przed budynkiem stały dzieciaki w różnym wieku i różnej narodowości i ich rodzice. Dyrektorka zaprowadziła nas na aule. Kazała usiąść i czekać. Ludzie wciąż się schodzili. Dwadzieścia minut później drzwi do auli zostały zamknięte. Zgasły światła. A po chwili na podium zostały zapalone dwie pochodnie. Na środku stanęła dyrektorka.
-Witajcie na zjeździe. Nazywam się Alison Moor i jestem dyrektorką tej placówki. Większość z was zapewne zastanawia się co tutaj robi. Już tłumaczę. Pochodzicie z rodzin pradawnych wojowników. I tutaj dziś zacznie się wasze szkolenie. Tak jak wasi rodzice kiedyś tak wy dziś złożycie śluby i podpiszecie pakt Umbra Mundi. Od dzisiaj całe wasze życie się zmieni. Nie będziecie już zwykłymi dzieciakami. Nigdy więcej. Spada na was obowiązek obrony tego świata. Co tutaj zobaczycie na pewno was zdziwi, a czasem i przestraszy. Ale mogę wam zagwarantować jedno. To będzie wasz najlepszy czas spędzony tutaj w waszym życiu. Tutaj przyjaźnie rodzą się na wieki. Przed wami leżą formularze. Wypiszcie je. Dziś macie wybór czy chcecie zachować swoje imię czy nadać sobie nowe. Żadnych nazwisk. Powiem tylko, że wojownik sam powinien wybierać sobie imię. Rodzice nadali wam je jak każdemu. Ale my mamy tu prawo by zwracano się do nas tak jak tego chcemy. - Powiedziała i odeszła w cień. Tata zapalił małą świeczkę stojącą na stoliku. Wzięłam pióro i umoczyłam je w kałamarzu. Spojrzałam na kartkę leżącą przede mną.
Imię: Amira
Data urodzenia: 12 kwiecień 2007 rok.
Miejsce zamieszkania: Brazylia, Rio De Janerio
Rodzice: Lucilda i Frank Amitivv
Od dnia 1 sierpnia 2020 roku zgadzam się pełnić służbę Umbra Mundi dla dobra naszych rodzin, kraju i świata. Staję się wojownikiem. Oddaję swą duszę i ślubuję poświęcać się dla ogólnego dobra i bezpieczeństwa. Żadna bestia i żaden demon nie przejdzie obok mnie bezkarnie. A przyjaciel, który zejdzie na złą ścieżkę zostanie zatrzymany i pokonany by nie zaburzył równowagi, którą ślubuję bronić. Nie zejdę na drogę zła. A jeśli tak się stanie niech bracia mnie powstrzymają. Dziś spada na mnie łaska wielkiego Ayaksima. Niech mi przyświeca jego łaska i broni przed zejściem ze ścieżki na którą dziś wchodzę. Przyrzekam trzymać w tajemnicy przed śmiertelnikami i osobami bez prawa głosu wszystko co wiem i czego dowiem się w nadchodzących i czekających na mnie stuleciach.
Meksyk, 01.08.2020, Amira
-Spokojnie kochanie. To nic złego.
-Nic złego? Bestie? Demony? O co tu chodzi?
-Umbra Mundi jest twoim dziedzictwem. Tak jak naszym. Dawno dawno temu nasi przodkowie odkryli, że powstały luki czasoprzestrzenne. Z innych wymiarów do naszego świata zaczęło przelewać się zło. Grupa przyjaciół poprzysięgła sobie że będzie bronić świata i ludzkości przed nim. Usłyszała ich czarownica Amayra Lightion z innego wymiaru. Przeszła do naszego świata i odnalazła ich. Obdarowała mocą o jakiej im się nie śniło. Założyli ten zakon i przyjęli kilka set osób by walczyli ze złem spływającym do naszego świata. Wyszkoli się w walce i złożyli wieczne śluby. Każde dziecko, które się im narodzi dziedziczy moc i tytuł Umbra Mundi. Jesteś wojownikiem walczącym z cienia by bronić tych którzy nie mogą bronić się sami. - Wytłumaczył tata.
-Prawda, że to jest niebezpieczne. Ale ta moc i odwaga jest w tobie zakorzeniona. Musisz ją tylko odnaleźć. W wieku trzynastu lat wszyscy zaczynają szkolenie, a później ruszają do walki. Ludzie giną podczas tych misji ale każda praca strażnika skrywa niebezpieczeństwo mniejsze lub większe. Teraz tego nie rozumiesz i boisz się. To naturalne. Ale później będziesz dziękować za tę moc.
-Wcześniej przy bramie mówiłaś, że postanowiliście się wycofać ...
-Tak. Zbyt długo byliśmy wojownikami. Chcieliśmy trochę spokoju. Więc przeszliśmy na emeryturę. - Zaśmiała się.
-Macie czterdzieści lat. Więc tak krótko byliście ... Wojownikami?
-Przeciwnie. - Powiedział tata. - Jako wojownicy Umbra Mundi jesteśmy obdarzeni długo wiecznością. Służyliśmy jako wojownicy przez sto trzydzieści sześć lat. W końcu stwierdziliśmy, że czas się odsunąć w cień. Wiele rzeczy cię tu zdziwi. Między innymi to, że masz starsze rodzeństwo, które służy od lat Umbra Mundi.
-Mam rodzeństwo? Czemu się nie odzywają?
-To jest właśnie ta smutna wiadomość. Gdy odchodzisz w cień na emeryturę twoje dzieci muszą przestać się kontaktować z Tobą - Powiedziała smutno mama.
-Co? Dlaczego?
-Bo nie pełnimy już służby Strażników. A ten kto nim nie jest nie ma prawa wiedzieć co dzieje się w otoczeniu Umbra Mundi. Dzieci mogą zapukać do drzwi swoich rodziców wtedy gdy same również usuną się w cień. Na pewno spotkasz swoje rodzeństwo. Lecz czy się sobie przedstawicie jest niewiadomą.
-Bądź dzielna skarbie. - Powiedział tata i ucałował mnie w czoło.
-To nasze ostatnie spotkanie prawda?
-Tak. Ale któregoś dnia znów się zobaczymy. - Odpowiedział z promiennym uśmiechem.
-Ucz się pilnie. I zachowuj się dobrze. Nie dąż do tego by cię wyrzucono ze szkoły czy z zakonu. Tacy ludzie są pozbawieni wszelkich praw. I już nigdy nie ujrzysz przyjaciół ani rodziny. Ani światła dnia.
-To miało mnie pocieszyć? A co z moimi przyjaciółmi z Rio? Powiedziałam, że będę się odzywać. Obiecałam im.
-Już nigdy ich nie ujrzysz. Przykro mi. Każdy kto wstępuje do zakonu zrywa wszystkie kontakty ze śmiertelnikami. Spotkasz tu nowych wspaniałych przyjaciół. Po wieki.
-A co powiecie ludziom? I moim przyjaciołom? Że już nigdy was nie odwiedzę, ani wy mnie. Że nie odezwę się już nigdy do przyjaciół. Że już mnie nigdy nie zobaczą.
-To jest właśnie najgorsze córeczko ... - Powiedziała ze smutkiem mama i oboje zrobili smutne miny.
-Nie. Chyba nie ... Nie chcecie im powiedzieć, że umarłam? Powiedzcie, że nie. - Milczeli. - Mamo? Tato? Powiedz, że nie, tato.
-Musimy. Nie ma innego wyjścia.
-Nienawidzę was. - Powiedziałam ze łzami wściekła na nich.
-Proszę by rodzice opuścili natychmiast aulę. Zostają tylko dzieci. Za chwilę przystąpicie moi drodzy do ślubów Umbra Mundi. - Powiedziała dyrektorka. Moi rodzice, a także rodzice innych dzieciaków zostali odciągnięci od nas.
-Kochamy cię. I będziemy pamiętać. Przepraszam. - Mówiła zapłakana mama.
-Kocham cię córeczko. Bądź silna. Bądź dzielna. Tata cię kocha. - Powiedział nim został wyciągnięty po za aule. Brutalne pożegnanie. Rodzice siłą wyciągani z objęć dzieci. Drzwi od auli zamknęły się z hukiem, a wszystkie świeczki zgasły. Otarłam łzy, które wcześniej mi poleciały. I spojrzałam na podium. Pomiędzy dwoma pochodniami stała dyrektorka. Po obu bokach podium zapalono po dwie pochodnie by dawały więcej światła.
-Moi drodzy. To było pożegnanie. Pożegnanie z rodzicami. Pożegnanie z przeszłością. Dość brutalne pożegnanie, ale takie musiało być. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiecie i wybaczycie nam ten występek. A teraz podejdźcie bliżej. - Wszyscy niepewnie ruszyli się ze swoich miejsc i stanęli pod podium. Młody chłopak podszedł do dyrektorki i podał jej końcówkę złotej wstęgi. Przeplotła ona ją sobie wokół lewego nadgarstka, a samą końcówkę chwyciła mocno w dłoń. Chłopak zszedł z podium i podszedł do pierwszej z brzegu osoby i owiązał jej prawy nadgarstek, następnie wypuścił trochę wstęgi by obwiązać mu lewy nadgarstek i podszedł do kolejnej osoby stojącej za nim i tak dalej. W końcu doszedł do mnie. Choć wstęga wyglądała na aksamit zdawało mi się, że nim nie była. Była chłodna, wręcz lodowata. Zamrażała lekko moje nadgarstki. Teraz przestałam się dziwić czemu każdy komu oplątał już nadgarstki wciąż się drapali lub masowali ręce. Przez mróz, który bił od ów wstęgi. Na samym końcu chłopak ponownie wszedł na podium i obwiązał drugi nadgarstek dyrektorki. - Chwyćcie w dłonie wstęgę. - Poleciła, a każdy z nas powoli to uczynił. - Powtarzajcie za mną. Umbra Mundi to moje dziedzictwo.
-Umbra Mundi to moje dziedzictwo. - Rozległ się cichy i niepewny głos tłumu dzieciaków.
-Dziś je przyjmuje do siebie.
-Dziś je przyjmuje do siebie. - Zaczęłam się rozglądać wokoło.
-Dziś ono staje się częścią mnie.
-Dziś ono staje się częścią mnie. - Czułam jak przepływa przeze mnie jakaś dziwna moc. Mój głos jak i głosy pozostałych dzieciaków zaczęły stawać się coraz silniejsze i coraz donośniejsze. Zaczęła przemawiać przez nas nieznana nam odwaga i duma.
Przeze mnie przepływa dziś wielka moc. Staję się wojownikiem z cienia. Przez bezkresy nieznane będę podążać. Walczyć u boku mych braci i sióstr. Za nasz świat, który jest naszą ojczyzną. Wyrzekam się swojej wiary, wyrzekam się swej narodowości. Dziś staje się obywatelem świata. Dziś ziemia to mój kraj. Moim miastem Zamek we Mgle. Mym domem staje się frakcja. A wiarą pradawna Amayv. Me serce do niej należy. Mą duszę powierzam jej. Przyjmuje łaskę Kaliesa. Przez wieczność będę żyć. Walczyć za ludzi na świecie. Dla nich zmagać się ze złem. Jak moja matka, jak ojciec mój. Jak moje wujostwo. Jak moi dziadkowie. Jak wszyscy moi przodkowie tak ja dziś przyjmuję rolę Strażnika. Stanę na czele armii. Wroga zetrę w pył. Poświęcę swe życie w obronie kraju. Poświęcę swe życie by bronić mój dom. By ocalić mych braci, by ocalić me siostry poświęcę siebie by mogli żyć. Ślubuje być wierna Amayv. Ślubuję być wierna dziedzictwu. Dziś staję się Umbra Mundi Wojowniczka z cienia. Pilnuję porządku i strzegę przyszłości. Ślubuję przedłużyć me dziedzictwo na moich potomków, tak jak moi rodzice, dziadkowie i wszyscy moi przodkowie. Dziś pieczęć na sercu składam. Obietnicę bezpiecznego jutra. Przyrzekam być dobrym i przykładnym Umbra Mundi.
Gdy wypowiedzieliśmy ostatnie słowa każdemu z nas został wręczony sztylet. Wiedzieliśmy co musimy zrobić. Chodź nikt nic nie powiedział ani nie pokazał. To się po prostu czuło. Śluby złożone trzeba przypieczętować podpisem. A jakiż to mógłby być starodawny podpis. Krwią. Zawsze wszystko w starych czasach podpisywało się krwią. Chwyciłam mocno sztylet i zrobiłam duże nacięcie na lewej dłoni a następnie chwyciłam wstęgę pieczętując tym samym przed chwilą złożone śluby.
-Złożone śluby są święte. Ten kto je złamie stanie się wyklętym. Nie dążcie do tego. Bo czeka was sroga kara. - Powiedziała dyrektorka. - Teraz nadszedł czas na przydzielenie was do frakcji. Formularze wypełniliście w dwóch egzemplarzach. Zgadza się?
-Tak. Żółty i niebieski. - Powiedziała jakaś dziewczyna unosząc kartki w górę.
-Więc żółta kopia jest dla nas. Madeon zbierze je od was. - Z koszykiem do nas wyszedł chłopak, który wcześniej plątał nam wstęgę na nadgarstku. - A teraz przejdziemy do auli wyboru. Za mną. - Powiedziała i odwróciła się. przeszła przez drzwi po lewej zaraz przy oknach. Ruszyliśmy za nią grupą. W ciszy. Nikt się do nikogo nie odzywał. Jak nie my. Jak nie dzieciaki, którymi jeszcze chwilę temu byliśmy. Szliśmy ciasnym, ciemnym korytarzem, który co kilka metrów był rozświetlany małą pochodnią. - Tu kończy się świat jaki znacie. Tu zaczyna się wasze nowe życie, któremu przed chwilą złożyliście śluby. - Powiedziała gdy zatrzymała się pod drzwiami. Po obu ich stronach były pochodnie. Otworzyła drzwi i weszliśmy do środka. Stanęliśmy na wielkim korytarzu. Dyrektorka poprowadziła nas do najbliższych schodów i zeszliśmy nimi na dół. Mijaliśmy kilka korytarzy i kilkoro drzwi. W końcu dyrektorka weszła do jednego z pomieszczeń. Drzwi były duże i dwuskrzydłowe. Odznaczały się na tle czarnego marmuru swoim białym kolorem. Na nich widniał wielki napis "AULA WYBORU" W pomieszczeniu było ciemno. Na środku stało wielkie palenisko w którym płonął duży, nienaturalny biały ogień. - Stańcie wokół wyroczni. Za chwilę natniecie sobie dłoń i splamicie kilkoma kroplami krwi formularz, a następnie wrzucicie go w ogień. W ten sposób wyrocznia wybierze wam frakcje. Istnieje osiem frakcji. Brązowa, niebieska, zielona, żółta, czerwona, fioletowa, różowa i pomarańczowa. Jest jakiś ochotnik, który jako pierwszy chciałby zostać przydzielony do swojej frakcji? - Spytała z uśmiechem. Nikt się nie ruszył.
-Ja. - Powiedziałam podnosząc rękę.
-Podejdź. - Wręczyła mi sztylet. Ponownie przecięłam sobie dłoń i upuściłam kilka kropli krwi na formularz. Krew zaczęła wrzeć na tym papierze. Jakby ją palił. Zgniotłam kartkę w kulkę i rzuciłam w płomienie czary wyroczni. Ta wypluła z siebie wielką chmurę dymu, który po chwili zabarwił się na niebiesko.
-Amira. Niebieska frakcja. Gratuluję. - Powiedział Madeon, który nie wiem skąd się wziął w tym pomieszczeniu. Nie zauważyłam by z nami podążał. Wręczył mi niebieską opaskę. Na jego lewym ramieniu zauważyłam identyczną więc będziemy w tej samej frakcji. Spojrzałam na trzymaną w rękach opaskę i po chwili założyłam ją na lewe ramię. Obok siebie miał stać białą tablice podzieloną na osiem części. W pierwszym okienku wpisał "Niebieski" i zrobił jedną kreskę. I tak po kolei, każda osoba to jedna kreska przy wybranej przez nich frakcji. Po mnie bardzo szybko i sprawnie zgłaszali się następni chętni by być kolejnym wybranym i mieć już to za sobą. Na sam koniec obok dyrektorki stanął Madeon i ogłosił wynik końcowy. - Frakcja Niebieska trzydzieści siedem uczniów. Frakcja Czerwona dwadzieścia siedem uczniów. Frakcja Zielona dwadzieścia dwoje uczniów. Frakcja Żółta osiemnastu uczniów. Frakcja Pomarańczowa trzydziestu czterech uczniów. Frakcja Brązowa dwudziestu dziewięciu uczniów. Frakcja Różowa trzydziestu jeden uczniów. Frakcja Fioletowa trzydziestu dwóch uczniów. Na ten rok szkolny oficjalnie przyjęliśmy dwustu trzydziestu uczniów.
-Jeszcze raz serdecznie witam was w naszym zamku.
-Zamku? A to nie miał być zakon? - Spytałam. Wiele osób mnie poparło.
-Twoi rodzice są emerytowanymi wojownikami prawda? - Spytała mnie dyrektorka.
-Tak.
-Ten kto odchodzi na emeryturę ma częściowo kasowane wspomnienia, a częściowo zmieniane. Nieliczne pozostają takie jakie były.
-Dlaczego? - Spytałam.
-By zapewnić im spokój ducha. Postanowili usunąć się w cień. Więc niech cienia się trzymają. W ten sposób nie są na świeczniku u demonów. W ten sposób jest ukrywana ich moc, ponieważ z czasem ona zaczyna blaknąć.
-A jeżeli ktoś postanowiłby wrócić z emerytury i znów być wojownikiem jak dawniej? Zwrócicie mu pamięć?
-Nie. Wspomnienia są kasowane dla bezpieczeństwa, by nikt nie powołany nie mógł się do nich dostać i przejrzeć je. Taka osoba musi przejść specjalny trening. Na korytarzu czekają na was Prefekci. Zaprowadzą was do waszej frakcji, do waszego nowego domu. Przez ten miesiąc poznajcie się ze sobą dobrze. Bo gdy nadejdzie pierwszy września zdecydujecie sami z kim chcecie tworzyć drużynę. A teraz możecie iść. - Madeon otworzył drzwi.
-Wychodzi frakcja niebieska. - Powiedział. Więc ja i moja frakcja wyszliśmy.
-Jestem Theodeon. Student trzeciego roku. Będę waszym opiekunem na ten rok. Ze wszystkimi problemami i pytaniami możecie zwracać się do mnie lub mojej drużyny z chęcią zawsze wam pomożemy. A teraz za mną. - Ruszyliśmy za nim.
-Wychodzi frakcja czerwona. - Usłyszałam za sobą głos Madeona.
-Witajcie jestem Maddie. Studentka trzeciego roku, wasza opiekunka ... - Usłyszałam nim zniknęliśmy na zakręcie.
-Każda frakcja znajduje się w innej części zamku. Frakcje rywalizują ze sobą. Zostaniecie podzieleni na sześć albo pięć klas. Przyjaźnie z innymi frakcjami nie są zabronione, ale z doświadczenia wiemy, że kończą się one w dość bolesny sposób. Prędzej czy później odwrócą się od was i przystaną przy swojej frakcji. Frakcja jest najważniejsza. Wyznacza ona waszą rodzinę, wasz dom. Jak ślubowaliście. Ziemia jest waszym krajem. Zamek jest waszym miastem. A frakcja jest waszym domem. Rywalizujemy ze sobą i zbieramy punkty. Tabela punktów wisi na Wielkiej Sali i Głównym Korytarzu. Na koniec roku punkty są sumowane, a Frakcja, która uzbiera ich najwięcej wygrywa Puchar Domu. W naszej szkole rywalizuje się także w sporcie. Lekko atletyka, gimnastyka, lacrosse, piłka nożna i siatkówka oraz siatkówka wodna. To z takich przyziemnych sportów. Powiecie teraz że spapugowaliśmy Rowling, ale tak na prawdę to ona zaczerpnęła inspirację od nas. Jest jedną z nas i co nie co więcej pamiętała po przejściu na emeryturę. Jako jedna z nielicznych zażyczyła sobie by zabrano jej nieśmiertelność. Później tego żałowała. Po paru latach. Ale już nie ma odwrotu. Pożegnała się z karierą strażnika na zawsze.
-Serio gracie w Quidditch'a? - Spytałam zdziwiona. Seria o Harrym Potterze to moja ulubiona książka z dzieciństwa.
-Tak. - Zaśmiał się i odwrócił by spojrzeć na mnie. - Quidditch. Zasady chyba są wam tak dobrze znane tej gry jak żadnego innego sportu prawda? - Ponownie się zaśmiał. - Sam byłem zdziwiony. Marzyłem by dostać list z Hogwartu. By móc wejść na boisko dosiąść miotły i zagrać w najlepszą grę na świecie. Myślałem, że w książce to tylko takie gadanie, ale serio to bardzo brutalna gra. Mamy także zajebistą drużynową grę zręcznościowo-wytrzymałościową. Potrzeba do niej wielkiego zaufania do ludzi. Wyścig Smoka. Osiem osób wkłada na siebie kostium wielkiego chińskiego smoka. Tylko osoba z przodu może wszystko widzieć. Zabawa polega na tym by jak najszybciej z jak najmniejszą ilością karnych punktów przejść przez tor przeszkód.
-Brzmi ciekawie. - Powiedziałam.
-Owszem. I takie jest. Aczkolwiek ...
-Też jest to brutalna gra. Bo źle pokierujesz drużynę i koniec. Nie zauważysz, że przeciwna drużyna próbuje was podciąć i koniec. - Powiedziałam.
-Zgadza się. Rodzice ci opowiadali o tej grze?
-Nie. Są na emeryturze więc za wiele nie pamiętają.
-Uuu najgorzej. Wiele dzieciaków przez to przechodzi. Brutalne pożegnanie na wieki. Ujrzysz ich gdy sama odejdziesz na emeryturę. Chyba, że postanowią wrócić do łask. Ale to trudny proces. Mało kto się na to zgadza. Moi rodzice są też na emeryturze. Nie będzie ci łatwo. Wam wszystkim nie będzie. Jak myślicie, jaką grę jeszcze mamy?
-Taką z książek i filmów?
-Tak. Ale to jest odwrotnie. W tych produkcjach wykorzystano naszą grę.
-Ciężko stwierdzić. Jedyne co przychodzi do głowy to Igrzyska Śmierci. Ale to by znaczyło śmierć wojowników. A wam ... nam raczej zależy na tym żeby żyć i walczyć ze złem z innych wymiarów. Więc to odpada. - Zamyśliłam się.
-I tu się mylisz.
-Co? - Zdziwiłam się, a wraz ze mną chyba wszystkie dzieciaki.
-Tak. Co dwa miesiące z każdej Frakcji są wybierane cztery osoby. Dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Pieczętują swoją duszę w Kryształowej Kuli przez co zyskują nieśmiertelność. Ale chwilową. Na dłużej się to nie zda więc podczas walk nie używamy ich. Są one formą zabawek. Kryształowe Kule muszą być blisko ciał, a na froncie jest to niemożliwe. Bo gdy Kula zostanie zniszczona na zawsze utracisz część siebie i już nigdy nie będziesz taki sam. Ale nie o tym mówimy. Jak już powiedziałem z każdej Frakcji wybiera się czworo zawodników. Pieczętują swoją duszę w Kryształowej Kuli. Przygotowują się do starcia na śmierć i życie. Następuje prezentacja wobec całego naszego Zamku, a później uroczysty wjazd na arenę śmierci. Mamy też tego drugą wersję. Takich Zamków jak nasz jest trzynaście. Co dwa miesiące Stolica organizuje Igrzyska. Z pozostałych dwunastu Zakonów wybierany jest jeden chłopak i jedna dziewczyna. Pieczętowanie duszy, trening, prezentacja przed całą stolicą a także Narodem, bo wszyscy w trzynastu zamkach to oglądają. Wjazd na arenę i walka. Osoba, która umiera jest zabierana z areny i oddawana jest jej dusza. Wtedy wraca do życia. Nie myślcie, że jest to takie łatwe. Pomimo tego, że mamy świadomość tego, że przeżyjemy, zakorzenia w nas się strach przed śmiercią, uaktywnia się instynkt przetrwania. A śmierć czujemy bardzo mocno, jak prawdziwą. Pozostaje po tym ślad na zawsze. Ale ludzie i tak ciągle biorą w tym udział. To się nigdy nie nudzi. Więc co miesiąc mamy Igrzyska. Raz Szkolne. Raz międzynarodowe.
-Mam pytanie - Powiedziałam.
-Tak?
-Skoro istnieje trzynaście szkół to czemu, nie urażając nikogo tutaj do szkoły przyszły osoby z różnych krajów? Gdy przyjechałam tu z rodzicami przed budynkiem widziałam rodzinę Francuzów, Włochów, Anglików, Chińczyków i parę innych nacji.
-To nie jest Hogwart. Do każdej szkoły może wejść każdy z krwią dziedzica. Jeśli byś chciała możesz się przenieść do innej szkoły umieszczonej w innym kraju.
-Okej. Rozumiem. To była tylko moja ciekawość.
-Spoko. Nikt się o to nie pogniewa. Mamy także trój bój. W tej grze bierze udział co najmniej dziewięćdziesiąt osób podzielonych na trzy trzydziestoosobowe obozy i walczą ze sobą. Każda drużyna ma dwóch wrogów. Nie można się łączyć i pomagać. Walczy się dla siebie. Gra kończy się po godzinie. Wygrywa drużyna, która po godzinie ma najwięcej ocalałych. Przejęcie Flagi. Dwie drużyny po około dwadzieścia osób każda ma flagę i musi jej bronić oraz zdobyć flagę przeciwnej drużyny i doprowadzić ją do swojej bazy. Bitwa Zero Grawitacji, w skrócie Bitwa Zero. Są dwie bramki. Jedna drużyna wychodzi z jednej, a druga z drugiej. Wchodzimy na pole w stanie nieważkości. Są tam klocki które wykorzystuje się do obrony, schronienia i ataku z zaskoczenia. Każdy ma pistolet, który zamraża. Osoba zamrożona odpada z gry. Wygrywa drużyna, której chociaż jeden zawodnik przejdzie przez bramkę przeciwnej drużyny i nie jest on zamrożony.
-To z Gry Endera. - Powiedział jakiś chłopak.
-Zgadza się. Tym razem to my skopiowaliśmy tę grę. Część osób zastanawia się czy by nie rzucić kariery wojownika na zawodnika Bitwy Zero. Ale nie mówcie o tym nikomu. Jesteśmy na miejscu. Czwarte piętro oto nasza frakcja. Czwarte, piąte i szóste piętro w tym pionie to nasza frakcja. Jeszcze za dobrze się ze sobą nie znacie, więc zamieszkacie w spólnych sypialniach. Oczywiście osobno dziewczyny i osobno chłopcy. Za dwa tygodnie dostaniecie możliwość przeniesienia się do pokoi dwu, trzy lub czteroosobowych w wybranych przez siebie grupkach. - Powiedział i otworzył drzwi. Przeszliśmy przez krótki, bo pięciometrowy tunel i znaleźliśmy się w dużym salonie. Wszędzie było pełno dzieciaków w różnym wieku. - Tam są wasze sypialnie. Prawa jest męską, a lewa damska. - Wskazał prawą część salonu. Na samym końcu były dwoje drzwi. - Wasze bagaże zostały już tam dostarczone. Więc nie pozostało mi nic innego jak powitać was w waszym nowym domu. Czujcie się jak u siebie. I nie martwcie się.
-Ucz się pilnie. I zachowuj się dobrze. Nie dąż do tego by cię wyrzucono ze szkoły czy z zakonu. Tacy ludzie są pozbawieni wszelkich praw. I już nigdy nie ujrzysz przyjaciół ani rodziny. Ani światła dnia.
-To miało mnie pocieszyć? A co z moimi przyjaciółmi z Rio? Powiedziałam, że będę się odzywać. Obiecałam im.
-Już nigdy ich nie ujrzysz. Przykro mi. Każdy kto wstępuje do zakonu zrywa wszystkie kontakty ze śmiertelnikami. Spotkasz tu nowych wspaniałych przyjaciół. Po wieki.
-A co powiecie ludziom? I moim przyjaciołom? Że już nigdy was nie odwiedzę, ani wy mnie. Że nie odezwę się już nigdy do przyjaciół. Że już mnie nigdy nie zobaczą.
-To jest właśnie najgorsze córeczko ... - Powiedziała ze smutkiem mama i oboje zrobili smutne miny.
-Nie. Chyba nie ... Nie chcecie im powiedzieć, że umarłam? Powiedzcie, że nie. - Milczeli. - Mamo? Tato? Powiedz, że nie, tato.
-Musimy. Nie ma innego wyjścia.
-Nienawidzę was. - Powiedziałam ze łzami wściekła na nich.
-Proszę by rodzice opuścili natychmiast aulę. Zostają tylko dzieci. Za chwilę przystąpicie moi drodzy do ślubów Umbra Mundi. - Powiedziała dyrektorka. Moi rodzice, a także rodzice innych dzieciaków zostali odciągnięci od nas.
-Kochamy cię. I będziemy pamiętać. Przepraszam. - Mówiła zapłakana mama.
-Kocham cię córeczko. Bądź silna. Bądź dzielna. Tata cię kocha. - Powiedział nim został wyciągnięty po za aule. Brutalne pożegnanie. Rodzice siłą wyciągani z objęć dzieci. Drzwi od auli zamknęły się z hukiem, a wszystkie świeczki zgasły. Otarłam łzy, które wcześniej mi poleciały. I spojrzałam na podium. Pomiędzy dwoma pochodniami stała dyrektorka. Po obu bokach podium zapalono po dwie pochodnie by dawały więcej światła.
-Moi drodzy. To było pożegnanie. Pożegnanie z rodzicami. Pożegnanie z przeszłością. Dość brutalne pożegnanie, ale takie musiało być. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiecie i wybaczycie nam ten występek. A teraz podejdźcie bliżej. - Wszyscy niepewnie ruszyli się ze swoich miejsc i stanęli pod podium. Młody chłopak podszedł do dyrektorki i podał jej końcówkę złotej wstęgi. Przeplotła ona ją sobie wokół lewego nadgarstka, a samą końcówkę chwyciła mocno w dłoń. Chłopak zszedł z podium i podszedł do pierwszej z brzegu osoby i owiązał jej prawy nadgarstek, następnie wypuścił trochę wstęgi by obwiązać mu lewy nadgarstek i podszedł do kolejnej osoby stojącej za nim i tak dalej. W końcu doszedł do mnie. Choć wstęga wyglądała na aksamit zdawało mi się, że nim nie była. Była chłodna, wręcz lodowata. Zamrażała lekko moje nadgarstki. Teraz przestałam się dziwić czemu każdy komu oplątał już nadgarstki wciąż się drapali lub masowali ręce. Przez mróz, który bił od ów wstęgi. Na samym końcu chłopak ponownie wszedł na podium i obwiązał drugi nadgarstek dyrektorki. - Chwyćcie w dłonie wstęgę. - Poleciła, a każdy z nas powoli to uczynił. - Powtarzajcie za mną. Umbra Mundi to moje dziedzictwo.
-Umbra Mundi to moje dziedzictwo. - Rozległ się cichy i niepewny głos tłumu dzieciaków.
-Dziś je przyjmuje do siebie.
-Dziś je przyjmuje do siebie. - Zaczęłam się rozglądać wokoło.
-Dziś ono staje się częścią mnie.
-Dziś ono staje się częścią mnie. - Czułam jak przepływa przeze mnie jakaś dziwna moc. Mój głos jak i głosy pozostałych dzieciaków zaczęły stawać się coraz silniejsze i coraz donośniejsze. Zaczęła przemawiać przez nas nieznana nam odwaga i duma.
Przeze mnie przepływa dziś wielka moc. Staję się wojownikiem z cienia. Przez bezkresy nieznane będę podążać. Walczyć u boku mych braci i sióstr. Za nasz świat, który jest naszą ojczyzną. Wyrzekam się swojej wiary, wyrzekam się swej narodowości. Dziś staje się obywatelem świata. Dziś ziemia to mój kraj. Moim miastem Zamek we Mgle. Mym domem staje się frakcja. A wiarą pradawna Amayv. Me serce do niej należy. Mą duszę powierzam jej. Przyjmuje łaskę Kaliesa. Przez wieczność będę żyć. Walczyć za ludzi na świecie. Dla nich zmagać się ze złem. Jak moja matka, jak ojciec mój. Jak moje wujostwo. Jak moi dziadkowie. Jak wszyscy moi przodkowie tak ja dziś przyjmuję rolę Strażnika. Stanę na czele armii. Wroga zetrę w pył. Poświęcę swe życie w obronie kraju. Poświęcę swe życie by bronić mój dom. By ocalić mych braci, by ocalić me siostry poświęcę siebie by mogli żyć. Ślubuje być wierna Amayv. Ślubuję być wierna dziedzictwu. Dziś staję się Umbra Mundi Wojowniczka z cienia. Pilnuję porządku i strzegę przyszłości. Ślubuję przedłużyć me dziedzictwo na moich potomków, tak jak moi rodzice, dziadkowie i wszyscy moi przodkowie. Dziś pieczęć na sercu składam. Obietnicę bezpiecznego jutra. Przyrzekam być dobrym i przykładnym Umbra Mundi.
Gdy wypowiedzieliśmy ostatnie słowa każdemu z nas został wręczony sztylet. Wiedzieliśmy co musimy zrobić. Chodź nikt nic nie powiedział ani nie pokazał. To się po prostu czuło. Śluby złożone trzeba przypieczętować podpisem. A jakiż to mógłby być starodawny podpis. Krwią. Zawsze wszystko w starych czasach podpisywało się krwią. Chwyciłam mocno sztylet i zrobiłam duże nacięcie na lewej dłoni a następnie chwyciłam wstęgę pieczętując tym samym przed chwilą złożone śluby.
-Złożone śluby są święte. Ten kto je złamie stanie się wyklętym. Nie dążcie do tego. Bo czeka was sroga kara. - Powiedziała dyrektorka. - Teraz nadszedł czas na przydzielenie was do frakcji. Formularze wypełniliście w dwóch egzemplarzach. Zgadza się?
-Tak. Żółty i niebieski. - Powiedziała jakaś dziewczyna unosząc kartki w górę.
-Więc żółta kopia jest dla nas. Madeon zbierze je od was. - Z koszykiem do nas wyszedł chłopak, który wcześniej plątał nam wstęgę na nadgarstku. - A teraz przejdziemy do auli wyboru. Za mną. - Powiedziała i odwróciła się. przeszła przez drzwi po lewej zaraz przy oknach. Ruszyliśmy za nią grupą. W ciszy. Nikt się do nikogo nie odzywał. Jak nie my. Jak nie dzieciaki, którymi jeszcze chwilę temu byliśmy. Szliśmy ciasnym, ciemnym korytarzem, który co kilka metrów był rozświetlany małą pochodnią. - Tu kończy się świat jaki znacie. Tu zaczyna się wasze nowe życie, któremu przed chwilą złożyliście śluby. - Powiedziała gdy zatrzymała się pod drzwiami. Po obu ich stronach były pochodnie. Otworzyła drzwi i weszliśmy do środka. Stanęliśmy na wielkim korytarzu. Dyrektorka poprowadziła nas do najbliższych schodów i zeszliśmy nimi na dół. Mijaliśmy kilka korytarzy i kilkoro drzwi. W końcu dyrektorka weszła do jednego z pomieszczeń. Drzwi były duże i dwuskrzydłowe. Odznaczały się na tle czarnego marmuru swoim białym kolorem. Na nich widniał wielki napis "AULA WYBORU" W pomieszczeniu było ciemno. Na środku stało wielkie palenisko w którym płonął duży, nienaturalny biały ogień. - Stańcie wokół wyroczni. Za chwilę natniecie sobie dłoń i splamicie kilkoma kroplami krwi formularz, a następnie wrzucicie go w ogień. W ten sposób wyrocznia wybierze wam frakcje. Istnieje osiem frakcji. Brązowa, niebieska, zielona, żółta, czerwona, fioletowa, różowa i pomarańczowa. Jest jakiś ochotnik, który jako pierwszy chciałby zostać przydzielony do swojej frakcji? - Spytała z uśmiechem. Nikt się nie ruszył.
-Ja. - Powiedziałam podnosząc rękę.
-Podejdź. - Wręczyła mi sztylet. Ponownie przecięłam sobie dłoń i upuściłam kilka kropli krwi na formularz. Krew zaczęła wrzeć na tym papierze. Jakby ją palił. Zgniotłam kartkę w kulkę i rzuciłam w płomienie czary wyroczni. Ta wypluła z siebie wielką chmurę dymu, który po chwili zabarwił się na niebiesko.
-Amira. Niebieska frakcja. Gratuluję. - Powiedział Madeon, który nie wiem skąd się wziął w tym pomieszczeniu. Nie zauważyłam by z nami podążał. Wręczył mi niebieską opaskę. Na jego lewym ramieniu zauważyłam identyczną więc będziemy w tej samej frakcji. Spojrzałam na trzymaną w rękach opaskę i po chwili założyłam ją na lewe ramię. Obok siebie miał stać białą tablice podzieloną na osiem części. W pierwszym okienku wpisał "Niebieski" i zrobił jedną kreskę. I tak po kolei, każda osoba to jedna kreska przy wybranej przez nich frakcji. Po mnie bardzo szybko i sprawnie zgłaszali się następni chętni by być kolejnym wybranym i mieć już to za sobą. Na sam koniec obok dyrektorki stanął Madeon i ogłosił wynik końcowy. - Frakcja Niebieska trzydzieści siedem uczniów. Frakcja Czerwona dwadzieścia siedem uczniów. Frakcja Zielona dwadzieścia dwoje uczniów. Frakcja Żółta osiemnastu uczniów. Frakcja Pomarańczowa trzydziestu czterech uczniów. Frakcja Brązowa dwudziestu dziewięciu uczniów. Frakcja Różowa trzydziestu jeden uczniów. Frakcja Fioletowa trzydziestu dwóch uczniów. Na ten rok szkolny oficjalnie przyjęliśmy dwustu trzydziestu uczniów.
-Jeszcze raz serdecznie witam was w naszym zamku.
-Zamku? A to nie miał być zakon? - Spytałam. Wiele osób mnie poparło.
-Twoi rodzice są emerytowanymi wojownikami prawda? - Spytała mnie dyrektorka.
-Tak.
-Ten kto odchodzi na emeryturę ma częściowo kasowane wspomnienia, a częściowo zmieniane. Nieliczne pozostają takie jakie były.
-Dlaczego? - Spytałam.
-By zapewnić im spokój ducha. Postanowili usunąć się w cień. Więc niech cienia się trzymają. W ten sposób nie są na świeczniku u demonów. W ten sposób jest ukrywana ich moc, ponieważ z czasem ona zaczyna blaknąć.
-A jeżeli ktoś postanowiłby wrócić z emerytury i znów być wojownikiem jak dawniej? Zwrócicie mu pamięć?
-Nie. Wspomnienia są kasowane dla bezpieczeństwa, by nikt nie powołany nie mógł się do nich dostać i przejrzeć je. Taka osoba musi przejść specjalny trening. Na korytarzu czekają na was Prefekci. Zaprowadzą was do waszej frakcji, do waszego nowego domu. Przez ten miesiąc poznajcie się ze sobą dobrze. Bo gdy nadejdzie pierwszy września zdecydujecie sami z kim chcecie tworzyć drużynę. A teraz możecie iść. - Madeon otworzył drzwi.
-Wychodzi frakcja niebieska. - Powiedział. Więc ja i moja frakcja wyszliśmy.
-Jestem Theodeon. Student trzeciego roku. Będę waszym opiekunem na ten rok. Ze wszystkimi problemami i pytaniami możecie zwracać się do mnie lub mojej drużyny z chęcią zawsze wam pomożemy. A teraz za mną. - Ruszyliśmy za nim.
-Wychodzi frakcja czerwona. - Usłyszałam za sobą głos Madeona.
-Witajcie jestem Maddie. Studentka trzeciego roku, wasza opiekunka ... - Usłyszałam nim zniknęliśmy na zakręcie.
-Każda frakcja znajduje się w innej części zamku. Frakcje rywalizują ze sobą. Zostaniecie podzieleni na sześć albo pięć klas. Przyjaźnie z innymi frakcjami nie są zabronione, ale z doświadczenia wiemy, że kończą się one w dość bolesny sposób. Prędzej czy później odwrócą się od was i przystaną przy swojej frakcji. Frakcja jest najważniejsza. Wyznacza ona waszą rodzinę, wasz dom. Jak ślubowaliście. Ziemia jest waszym krajem. Zamek jest waszym miastem. A frakcja jest waszym domem. Rywalizujemy ze sobą i zbieramy punkty. Tabela punktów wisi na Wielkiej Sali i Głównym Korytarzu. Na koniec roku punkty są sumowane, a Frakcja, która uzbiera ich najwięcej wygrywa Puchar Domu. W naszej szkole rywalizuje się także w sporcie. Lekko atletyka, gimnastyka, lacrosse, piłka nożna i siatkówka oraz siatkówka wodna. To z takich przyziemnych sportów. Powiecie teraz że spapugowaliśmy Rowling, ale tak na prawdę to ona zaczerpnęła inspirację od nas. Jest jedną z nas i co nie co więcej pamiętała po przejściu na emeryturę. Jako jedna z nielicznych zażyczyła sobie by zabrano jej nieśmiertelność. Później tego żałowała. Po paru latach. Ale już nie ma odwrotu. Pożegnała się z karierą strażnika na zawsze.
-Serio gracie w Quidditch'a? - Spytałam zdziwiona. Seria o Harrym Potterze to moja ulubiona książka z dzieciństwa.
-Tak. - Zaśmiał się i odwrócił by spojrzeć na mnie. - Quidditch. Zasady chyba są wam tak dobrze znane tej gry jak żadnego innego sportu prawda? - Ponownie się zaśmiał. - Sam byłem zdziwiony. Marzyłem by dostać list z Hogwartu. By móc wejść na boisko dosiąść miotły i zagrać w najlepszą grę na świecie. Myślałem, że w książce to tylko takie gadanie, ale serio to bardzo brutalna gra. Mamy także zajebistą drużynową grę zręcznościowo-wytrzymałościową. Potrzeba do niej wielkiego zaufania do ludzi. Wyścig Smoka. Osiem osób wkłada na siebie kostium wielkiego chińskiego smoka. Tylko osoba z przodu może wszystko widzieć. Zabawa polega na tym by jak najszybciej z jak najmniejszą ilością karnych punktów przejść przez tor przeszkód.
-Brzmi ciekawie. - Powiedziałam.
-Owszem. I takie jest. Aczkolwiek ...
-Też jest to brutalna gra. Bo źle pokierujesz drużynę i koniec. Nie zauważysz, że przeciwna drużyna próbuje was podciąć i koniec. - Powiedziałam.
-Zgadza się. Rodzice ci opowiadali o tej grze?
-Nie. Są na emeryturze więc za wiele nie pamiętają.
-Uuu najgorzej. Wiele dzieciaków przez to przechodzi. Brutalne pożegnanie na wieki. Ujrzysz ich gdy sama odejdziesz na emeryturę. Chyba, że postanowią wrócić do łask. Ale to trudny proces. Mało kto się na to zgadza. Moi rodzice są też na emeryturze. Nie będzie ci łatwo. Wam wszystkim nie będzie. Jak myślicie, jaką grę jeszcze mamy?
-Taką z książek i filmów?
-Tak. Ale to jest odwrotnie. W tych produkcjach wykorzystano naszą grę.
-Ciężko stwierdzić. Jedyne co przychodzi do głowy to Igrzyska Śmierci. Ale to by znaczyło śmierć wojowników. A wam ... nam raczej zależy na tym żeby żyć i walczyć ze złem z innych wymiarów. Więc to odpada. - Zamyśliłam się.
-I tu się mylisz.
-Co? - Zdziwiłam się, a wraz ze mną chyba wszystkie dzieciaki.
-Tak. Co dwa miesiące z każdej Frakcji są wybierane cztery osoby. Dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Pieczętują swoją duszę w Kryształowej Kuli przez co zyskują nieśmiertelność. Ale chwilową. Na dłużej się to nie zda więc podczas walk nie używamy ich. Są one formą zabawek. Kryształowe Kule muszą być blisko ciał, a na froncie jest to niemożliwe. Bo gdy Kula zostanie zniszczona na zawsze utracisz część siebie i już nigdy nie będziesz taki sam. Ale nie o tym mówimy. Jak już powiedziałem z każdej Frakcji wybiera się czworo zawodników. Pieczętują swoją duszę w Kryształowej Kuli. Przygotowują się do starcia na śmierć i życie. Następuje prezentacja wobec całego naszego Zamku, a później uroczysty wjazd na arenę śmierci. Mamy też tego drugą wersję. Takich Zamków jak nasz jest trzynaście. Co dwa miesiące Stolica organizuje Igrzyska. Z pozostałych dwunastu Zakonów wybierany jest jeden chłopak i jedna dziewczyna. Pieczętowanie duszy, trening, prezentacja przed całą stolicą a także Narodem, bo wszyscy w trzynastu zamkach to oglądają. Wjazd na arenę i walka. Osoba, która umiera jest zabierana z areny i oddawana jest jej dusza. Wtedy wraca do życia. Nie myślcie, że jest to takie łatwe. Pomimo tego, że mamy świadomość tego, że przeżyjemy, zakorzenia w nas się strach przed śmiercią, uaktywnia się instynkt przetrwania. A śmierć czujemy bardzo mocno, jak prawdziwą. Pozostaje po tym ślad na zawsze. Ale ludzie i tak ciągle biorą w tym udział. To się nigdy nie nudzi. Więc co miesiąc mamy Igrzyska. Raz Szkolne. Raz międzynarodowe.
-Mam pytanie - Powiedziałam.
-Tak?
-Skoro istnieje trzynaście szkół to czemu, nie urażając nikogo tutaj do szkoły przyszły osoby z różnych krajów? Gdy przyjechałam tu z rodzicami przed budynkiem widziałam rodzinę Francuzów, Włochów, Anglików, Chińczyków i parę innych nacji.
-To nie jest Hogwart. Do każdej szkoły może wejść każdy z krwią dziedzica. Jeśli byś chciała możesz się przenieść do innej szkoły umieszczonej w innym kraju.
-Okej. Rozumiem. To była tylko moja ciekawość.
-Spoko. Nikt się o to nie pogniewa. Mamy także trój bój. W tej grze bierze udział co najmniej dziewięćdziesiąt osób podzielonych na trzy trzydziestoosobowe obozy i walczą ze sobą. Każda drużyna ma dwóch wrogów. Nie można się łączyć i pomagać. Walczy się dla siebie. Gra kończy się po godzinie. Wygrywa drużyna, która po godzinie ma najwięcej ocalałych. Przejęcie Flagi. Dwie drużyny po około dwadzieścia osób każda ma flagę i musi jej bronić oraz zdobyć flagę przeciwnej drużyny i doprowadzić ją do swojej bazy. Bitwa Zero Grawitacji, w skrócie Bitwa Zero. Są dwie bramki. Jedna drużyna wychodzi z jednej, a druga z drugiej. Wchodzimy na pole w stanie nieważkości. Są tam klocki które wykorzystuje się do obrony, schronienia i ataku z zaskoczenia. Każdy ma pistolet, który zamraża. Osoba zamrożona odpada z gry. Wygrywa drużyna, której chociaż jeden zawodnik przejdzie przez bramkę przeciwnej drużyny i nie jest on zamrożony.
-To z Gry Endera. - Powiedział jakiś chłopak.
-Zgadza się. Tym razem to my skopiowaliśmy tę grę. Część osób zastanawia się czy by nie rzucić kariery wojownika na zawodnika Bitwy Zero. Ale nie mówcie o tym nikomu. Jesteśmy na miejscu. Czwarte piętro oto nasza frakcja. Czwarte, piąte i szóste piętro w tym pionie to nasza frakcja. Jeszcze za dobrze się ze sobą nie znacie, więc zamieszkacie w spólnych sypialniach. Oczywiście osobno dziewczyny i osobno chłopcy. Za dwa tygodnie dostaniecie możliwość przeniesienia się do pokoi dwu, trzy lub czteroosobowych w wybranych przez siebie grupkach. - Powiedział i otworzył drzwi. Przeszliśmy przez krótki, bo pięciometrowy tunel i znaleźliśmy się w dużym salonie. Wszędzie było pełno dzieciaków w różnym wieku. - Tam są wasze sypialnie. Prawa jest męską, a lewa damska. - Wskazał prawą część salonu. Na samym końcu były dwoje drzwi. - Wasze bagaże zostały już tam dostarczone. Więc nie pozostało mi nic innego jak powitać was w waszym nowym domu. Czujcie się jak u siebie. I nie martwcie się.
-Witajcie w domu świeżaki. - Powiedział jakiś chłopak podchodząc do nas. - Nazywam się Ostin. Piąty rok nauki w tej szkole. Jestem Prefektem Naczelnym szkoły i przywódcą naszej Frakcji. Pozostała trójka Prefektów z naszej frakcji to Theodeon, którego już poznaliście oraz Miriam i Brien. Dziewczyny oraz Theodeon zawsze wam pomogą. Z problemami również możecie zwracać się do mnie. Spodoba wam się tu. Zobaczycie. Dla chętnych został ustalony plan zajęć. Więc jeśli będziecie chcieć od dziś możecie brać udział w grach i zabawach naszej szkoły. Przyuczyć się podstaw wymaganych u uczniów. Grafik wisi na ścianie między waszymi sypialniami. Do waszych bagaży została dołączona jedna torba. Znajdziecie w niej stroje treningowe oraz mundurki. Na lekcje przychodzicie ubrani w odpowiedni strój. Wiadomo lekcje wysiłkowe strój trenigowy, lekcje umysłowe jak ja to nazywam, czyli teoria, teoria i jeszcze więcej siedzenia w klasach mundurek szkolny. Po zajęciach macie prawo nosić się we własnych strojach. Przez najbliższy miesiąc nie musicie jeszcze zawracać sobie głowy mundurkiem. Opaskę zawsze noście w widocznym miejscu. Z Frakcji nie wychodzimy bez niej. Jest ona oznaką waszej przynależności do tej szkoły i naszej Frakcji. Jakieś pytania? Nie. Więc czujcie się jak w domu. - Powiedział i odszedł do swoich przyjaciół. Wszyscy zaczęli się rozglądać po salonie, ale nie ja. Ruszyłam do sypialni. Były tu dwadzieścia cztery łóżka. Dwanaście po prawej i dwanaście po lewej. Przy każdym łóżku stała szafka nocna. A u dołu łóżka stała komoda. Przy ścianie z drzwiami po obu stronach stały dwie duże szafy. Po prawej stronie między szóstym, a siódmym łóżkiem był większy odstęp i znajdowały się tam drzwi. Na końcu sypialni były duże okna i niebieskie zasłony na każdym z nich. Były też drzwi balkonowe. Pod szafami stały nasze bagaże. Wzięłam moje dwie torby i podeszłam do piątego łóżka po lewej stronie i zaczęłam rozpakowywać się. Chwilę później do pomieszczenia weszła reszta dziewczyn. Następnie w szafie zawiesiłam czarne torby z moimi sukienkami i kurtkami. Na każdej z nich była naklejka z moim imieniem "Amira" więc przykleili je po moim wypełnieniu formularzu. Wzięłam mój plecak, walizkę i torbę otrzymaną od szkoły. Plecak nie rozpakowany schowałam do szafki. Walizkę po opróżnieniu w jej środek włożyłam dwie puste torby, a ją samą wsunęłam pod łóżko aż pod samą ścianę. Spod szafy przysunęłam jeszcze do mojego łóżka dwa kartony w których były różnego rodzaju bibeloty, ramki, albumy i książki. W ostatniej torbie, która leżała na łóżku tak jak wcześniej ją położyłam był mundurek szkolny, biała koszula, czarna marynarka z logiem szkoły i niebieskim paskiem przechodzącym przez lewe ramię zarówno z przodu jak i z tyłu. Czarna spódniczka z niebieskim paskiem na jakieś pięć centymetrów od końca materiału szeroki na jakieś trzy centymetry jak na marynarce i z logiem szkoły ponad nim. Kilka par białych podkolanówek. W torbie był także niebieski krawat. Czarno niebieska kamizelka i sweter. Czarny płaszcz z niebieskim paskiem. Rękawiczki, czapka i szalik. Strój do jazdy konnej czarny z niebieskimi zdobieniami. Oraz biały z niebieskimi zdobieniami strój treningowy, spodnie długie, krótkie, koszulka na ramiączka, z krótkim i długim rękawem. Trampki, buty na lekkim obcasie i buty jeździeckie. Wszystko w dwóch egzemplarzach.
-Hej jestem Margo. - Usłyszałam za sobą więc się odwróciłam. Ujrzałam przed sobą blondynkę.
-Amira. - Uśmiechnęłam się.
-Chcesz iść ze mną i moim bratem razem na zajęcia?
-Z chęcią.
-Chodź. - Powiedziała i ruszyła do wyjścia. Przy drzwiach stało dwóch chłopaków. Jeden z nich był bardzo podobny do Margo. Blond włosy i zielone oczy. Drugi był czarnoskóry, miał czarne włosy i brązowe oczy.
-Nathan to jest Amira pójdzie z nami. - Powiedziała wesoło.
-Cześć. Miło poznać. A to jest Ethan i też pójdzie z nami. - Uśmiechnął się szeroko.
-Hej dziewczyny. - Uśmiechnął się lekko.
-To gdzie idziemy? - Spytałam.
-Jak to gdzie? Quidditch naprawdę istnieje. Idziemy nauczyć się latać. A później sobie pogramy.
-Wiesz, że nauka latania na miotle może być ciężka? - Spytałam go. Nathan tylko wzruszył ramionami i się uśmiechnął.
-Rozmawiałem z Theodeonem. Zgodził się nas przeszkolić.
-To co świeżaki? Gotowi na naukę latania?
-Nikt wprost o tym do teraz nie mówił, więc muszę zadać ci to pytanie. - Powiedziałam.
-No mów.
-Czy Umbra Mundi, my wszyscy tutaj jesteśmy jakiegoś rodzaju czarownikami?
-Każdy z nas ma w sobie zalążek maga. Jedni będą o wiele lepiej rzucać zaklęcia inni mniej. A niektórzy wcale. To nie jest dla każdego. Ale latać na miotle każdy potrafi. Trzeba tylko się nauczyć dobrze ją opanować. To jak z nauką chodzenia. Początki są trudne, ale dziecko w końcu nauczy się chodzić, a później i biegać. Moi przyjaciele pójdą z nami. Rozegramy sobie mały meczyk. Jest was czwórka więc po dwóch z was w każdej drużynie i będą równe szanse.
-To co świeżaki? Gotowi na naukę latania?
-Nikt wprost o tym do teraz nie mówił, więc muszę zadać ci to pytanie. - Powiedziałam.
-No mów.
-Czy Umbra Mundi, my wszyscy tutaj jesteśmy jakiegoś rodzaju czarownikami?
-Każdy z nas ma w sobie zalążek maga. Jedni będą o wiele lepiej rzucać zaklęcia inni mniej. A niektórzy wcale. To nie jest dla każdego. Ale latać na miotle każdy potrafi. Trzeba tylko się nauczyć dobrze ją opanować. To jak z nauką chodzenia. Początki są trudne, ale dziecko w końcu nauczy się chodzić, a później i biegać. Moi przyjaciele pójdą z nami. Rozegramy sobie mały meczyk. Jest was czwórka więc po dwóch z was w każdej drużynie i będą równe szanse.
Komentarze
Prześlij komentarz